czwartek, 24 kwietnia 2014

PAPUŻKI POŁĄCZKI!


Tato, a pójdziemy na basen? - zapytała mała dziewczynka o wielkich błękitnych oczach.
Oczywiście Helenko, że pójdziemy. - odpowiedział tata.
Tato, ale nie możemy iść na ten basen niedaleko domu, musimy pojechać gdzieś dalej, bo tu nie wpuszczają małych dziewczynek i koni.

***

Podczas kiedy tata zajęty był rozmową z pewną młodą kobietą, mała dziewczynka o wielkich błękitnych oczach, przyglądała się obojgu.
Po chwili przerwała konwersację dorosłych. - Przepraszam, chciałabym pani coś powiedzieć.
Tak, słucham? - mała dziewczynka ściszyła głos i tajemniczym tonem obwieściła nieznajomej:
- Mój tatuś jest koniem...

***

Mamo, a kto dziś będzie prowadził? - zapytała mała dziewczynka o wielkich błękitnych oczach, kiedy cała rodzina wsiadała do samochodu.
No jak to – zdziwiła się mama – oczywiście tata.
Phi – prychnęła dziewczynka – pierwszy raz widzę, żeby koń siedział za kierownicą.

***

Zbynio stał przed lustrem wielbiąc swoje odbicie:
- Mamo, zobacz tylko jak urosły mi włosy! Sięgają już za cycki!

***

- Ja i Sofijka jesteśmy Papużki Połączki!

***

- Mamo, już mi gorąco w tej zimowej czapce. Musisz mi kupić dachówkę!

***

- Mamo, a zupa ogórkowa w przedszkolu jest o wiele lepsza niż twoja.
- Tak? A czym się różni?
- Smakiem.

***

- Mamo, twój blog jest w internecie czy na świecie?


PS Z tego miejsca chciałam pozdrowić wszystkie dzieci, w szczególności zaś niespełna czteroletnią Helenkę, której wyobraźnia jest chyba jeszcze większa niż piękne błękitne oczy!







sukienka - Front Row Shop | ramoneska - Mango | torebka - Paulina Schaedel | adidasy - Nike via Domodi | okulary - Choies


FACEBOOK | INSTAGRAM

piątek, 18 kwietnia 2014

SUKIENKA NR 1 !


Co tu dużo mówić, przechodzę fascynację workami wszelakimi. Ot, torebusia, która pomieści dziesięć kilo kartofelków na obiad.
Przybywa mi lat i przestrzeni w ubraniach. Onegdaj żyłam na wdechu. Z rozkoszą się bandażowałam, dobrowolnie ściskałam, świadomie skazywałam na małe kroki i wdzięcznie odmawiałam siadania. Niegdyś żyłam w strachu – w strachu o szwy we własnych ubraniach. Przeszłość krępowała mi ruchy i ograniczała dzienną dawkę przyjmowanego tlenu.
Dziś oddycham pełną piersią. Mam inne zmartwienia niż szwy i zaprawdę czuję się nie tylko swobodna, ale też dotleniona.
Wyrobów workopodobnych przybywa w mojej szafie w zastraszającym tempie i wcale się w nich nie chowam, wręcz przeciwnie – z rozkoszą się w nich pokazuję!
Ja i moje ubrania żyjemy w liberalnym otwartym związku – niby razem, a jednak oddzielnie...
Kiedy więc napisała do mnie Natalia i zapytała czy przyjmę w prezencie sukienkę przez nią uszytą, z radości zrobiłam fikołka w powietrzu, po czym szybko się uspokoiłam.

Nęcą mnie nie tylko worki, ale też dziury. Oczywiście dziura w torbie nie byłaby rozsądnym wyjściem, ale nie można mieć wszystkiego! Poza tym dziura to jedyny krawiecki wyczyn w zasięgu moich umiejętności. Cała reszta to fizyka kwantowa i ogromna plama na moim modowym honorze.

Jeśli sądzicie, że worki i dziury to już wszystko, jesteście w błędzie. Otóż pociąga mnie płaskie obuwie...
Ewidentnie, albo dorastam, albo dziecinnieję.







sukienka - ZAMS | buty - Bershka | torebka - Paulina Schaedel


FACEBOOK | INSTAGRAM

czwartek, 10 kwietnia 2014

MAŁA DZIEWCZYNA Z WIELKĄ TORBĄ!


Nieskromnie przyznam, że na imieninach u cioci X jestem prawdopodobnie najwdzięczniejszym gościem. Wszystko grzecznie zjadam, nie odmawiam dokładki, pomagam znieść talerze ze stołu, komplementuję i co ważne, nie zadaję krępujących pytań - „czy to jest slow food? W ogóle jakie jest to food? Home made? Gdzie made? Czy to z farmy ekologicznej? Jakiej użyto tu mąki, czym zabielano? Z jakiej kozy ten ser? Czy z koszernej kozy? Czy ta koza jeszcze żyje? Czy jest weganem? Jakie tu wyczuwam nuty i kleksy?”
Generalnie mam zasadę, że martwą zawartość talerza pochłaniam z radością.
Ale! Dajcie mi kubek herbaty, którego ścianki wewnętrzne są ciemnie i uniemożliwiają mi widzenie dna, a nie ma bata, że skosztuję tej czarnej dziury.
No taki mój mały fetysz, kubek musi być taki, a nie inny żebym zaszczyciła go herbatą. Naczelna zaś zasada brzmi – biały od wewnątrz.

Jeszcze niedawno, zapytana o dziwactwa, poprzestałabym na kubkach i umiłowanym przeze mnie zapachu benzyny, dziś jednak dorzucam kolejny nieszkodliwy fetysz – torby!
Najchętniej czarna, jak smoła, najlepiej wielka, jak pokrowiec na kombajn, albo miała niczym pokrowiec na naparstek. Wszystko pomiędzy jest kompromisem lub przejawem zdrowego rozsądku.
Mała Dziewczyna z Wielką Torbą – to moja nowa osiedlowa ksywka!





bluza - Front Row Shop | spódnica - Sheinside | sandały - Mango | torba - poooh!

FACEBOOK | INSTAGRAM

Udostępnij!